Na niewielskiej wsi, nieopodal pięknego nadmorskiego miasta Kołobrzeg, przyszedł na świat śliczny kogucik. Ze względu na jego cudne upierzenie i niezwykłe oczy, które można śmiało porównać ze złotem ciepło mieniącym się w słonecznej kąpieli. Cóż to była za słodycz, zachwycona pomyślała właścicielka gospodarstwa.
-
Marian, szybko, podejdź tutaj! Musisz go zobaczyć! - podekscytowanym
głosem nawoływała męża. Marian, znał małżonkę, i wiedział,
że jeśli coś ją, aż tak poruszyło, to musi to być zaiste jakaś
niewiarygodna sprawa. Podszedł niepewnie do grzędy wypełnio0nej
jajkami, przetarł oczy dwukrotnie i również
oniemiał z zachwytu. Cudny ten Kogucik był. Czerwień, ciemna
szmaragdowa zieleń mieszała się w sposób
niezwykły z pomarańczem jakiej gospodarz dotąd nie widział. I te
oczy! Mądrze obserwujące nowe otoczenie. Kugucik dumnie, bez lęku
prężył małe, ptasie ciałko. Jakby gotowy na to co ma dalej
nastąpić. Na przygodę, która
go czeka.
-
Marzenko, to jakiś cud. To wręcz niemożliwe, że wykluł się ze
zwykłego kurzego jajka. Może jakiś dobry duch nam go podłożył.
Kochana On nam przyniesie szczęście! Jestem o tym przekonany -
zaklaskał gospodarz, i z radością wtulił się w żonę. Czuję,
że to będzie dobry rok, nie sądzisz kochanie? - zapytał żony,
nie oczekując odpowiedzi.
Żona
Gospodarza nie słyszała ostatnich słów
męża, bowiem już w głowie układała sobie wspaniały plan.
Wiedziała, że ten mały urwis nie skończy na talerzu. Jego
przeznaczeniem było odmienienie złej passy gospodarstwa.
2
2
Mijał
dzień za dniem. Kogucik rósł
jak na drożdżach. Wraz z rozmiarem podążała jego wielka ambicja.
Wszakże, pomimo dobrostanu w jakim żył, złotooki kogucik, głowę
miał wypełnioną marzeniami o podróżach.
Koniecznie chciał zobaczyć co skrywa się za wzgórzem,
które
podziwiał każdego ranka, zmuszony do codziennej pobudki całego
gospodarstwa. O Zgrozo, musiał wstać przed świtem. Marzenka
tłumaczyła wiele razy, że jeśli zaśpi, to krowy nie zostaną
wydojone na czas, kury nie zostaną nakarmione, a Koń z głodu ze
spokojnego ducha zmieni się w narowistego wierzchowca, z którym
gospodarz sobie nie poradzi. Taka odpowiedzialność, nie była
czymś co uszczęśliwiało dorastającego Kogucika, ale cóż
zrobić. Obowiązki to obowiązki.
Kiedy
był jeszcze pisklakiem, usłyszał rozmowę między Marzenką a
Marianem. Marian opowiadał jej o wielkim morzu. Ponoć można na nim
ujrzeć olbrzymie statki przewożące różności
z całego świata. Ludzie kupowali, sprzedawali i wymieniali się
nimi. Owo morze przy brzegu mieniło się błękitem i szmaragdem a
im dalej , ku nieznanemu, tym stawało się ciemniejsze i zarazem
mroczniejsze. Gospodarz mówił
również
o rozgrzanym piasku, który sprawiał wrażenie mienić się niczym złoto.
Pamiętał
również,
że ta miejscowość do której
należy się udać aby ujrzeć na własne oczy owe Morze, to
Kołobrzeg. Ponoć pięknie położone miasteczko, słynące z
pysznie przyrządzanych ryb i drewnianych kotwic. Kogucik nie
wiedział czym jest kotwica, ale zastanawiał się jak można jeść
inne zwierzęta, skoro w okół
tyle pysznego ziarna. A fuj, pomyślał wtedy.
Od
dawna marzyła mu się przygoda. Niestety nie mógł
zrealizować swojego planu, bez odpowiedniego przygotowania.
Potrzebował Mariana pantalonów
i żółtej
czapki z daszkiem. Jakżeby mógł
wyruszyć w świat odziany tylko w kogucie piórka?
Nie wyobrażał sobie tego. Chciał wyglądać na zdrowego i pewnego
siebie koguta. Ze względu na owy cel, ćwiczył codziennie prężąc
swe umięśnione ciałko każdego poranka, dbając tym samym o każdy
najmniejszy mięsień. Wiedział, że musi być silny. Wszakże
piękny się urodził
Wczoraj
odbyły się żniwa. W stodole zalega tona pszenicy, którą
gospodarz będzie w odpowiednim czasie mielił na mąkę. Kogucik
uwielbiał zapach świeżej pszenicy. Tymczasem
z domostwa wyłoniła się Marzenka, niosąc w wielkiej misie pranie.
Zatrzymała się przed sznurkami i zaczęła rozciągać na nich
czyste i pachnące ubrania. Obserwując jej sprężyste ruchy,
nagle Kogucik zauważył coś co przykuło jego uwagę w sposób
szczególny.
Ot co. Oczy zabłysły, a w głowie pojawił się chytry plan.
Marzenka właśnie rozwieszała wymarzone pantalony i czapeczkę . To
jest to. Cudownie - teraz tylko muszę poczekać na odpowiednią
chwilę i będę mógł
wyruszyć w świat - podśpiewywał sobie w maleńkiej główce,
piękny kogucik. Marzenka
wróciła
do domu, a Kogucik rzewnym krokiem ruszył w kierunku wymarzonego
łupu. Dobrze, że dużo ćwiczył, bo zwykły kogut by sobie nie
poradził z tym zadaniem. Dopiero za piętnastym podskokiem udało mu
się dosięgnąć dziubkiem pomarańczowego materiału, i czym prędzej
ruszył w kierunku miejsca w którym
zamierzał ukryć swoje wymarzone skarby. Spodnie
są, czapka jest. Mam już wszystko, zatem jutro ruszam! - z
entuzjazmem wyszeptał do siebie Kogucik. Rozmarzonym wzrokiem objął
swoje skarby i zasiadł na grzędzie. Wszakże wcześniejsza
gimnastyka zmęczyła małego marzyciela.
3
Mrok
oddalał się nieuchronnie robiąc tym samym miejsce porankowi.
Światło zaczęło się wyłaniać i ciepłe promienie słońca
ogrzało koguci dziubek. Widział, że teraz albo nigdy. Biegnąc
czym prędzej , tylko jeden raz odwrócił
się w stronę gospodarstwa zastanawiając się, czy aby nie pożałuje
swojej decyzji. Gdy kogucim oczom ukazał się widok, wspaniałego
zielonego lasu, wątpliwości rozwiały się w mgnieniu oka. Żwawym krokiem , odziany w pomarańczowe pantalony
i ulubiony kaszkiet Mariana, kroczył dumnie młody kogucik, wyobrażając sobie wspaniałości które to czekają go, gdy tylko dotrze do celu.
i ulubiony kaszkiet Mariana, kroczył dumnie młody kogucik, wyobrażając sobie wspaniałości które to czekają go, gdy tylko dotrze do celu.
Następnego
dnia, zupełnie zaskoczony, stanął oko w oko z watahą młodych
psów.
Co prawda pragnął przygód,
ale nie sądził, iż czeka go walka o przetrwanie w tak szybkim
czasie . Psy z pozoru wydawały się zaskoczone jego widokiem. Jeden
z nich podbiegł ochoczo i zaczął szarpać pyszczkiem pomarańczowe
pantalony, krzycząc tym samym - hej, patrzcie, co za
cudak. Pierwszy raz w życiu widzę takiego przebierańca. Ciekawe
kto go tak odział - naśmiewał się w kierunku swoich towarzyszy.
Po czym zaczęły mu wtórować
pozostałe psy. Czując się kompletnie ośmieszony i postanowił
nie okazać tego po sobie i dumnie wyprężył młodą pierś, mówiąc
- Po pierwsze nie cudak. Mam imię, a po drugie proszę zostawić
mnie w spokoju. Kto mi naprawi spodnie kiedy je rozszarpiecie?
Zdobyłem je z takim trudem - próbował
przekrzyczeć watahę. Ale to nie to było najgorsze dla młodego
kogucika. Z głębi lasu wyłoniła się potężnie zbudowana
sylwetka dorosłego osobnika. Jak się
okazało, była to matka rozjuszonej sfory.
Ponuro
spojrzała w kierunku swojego potomstwa i krzyknęła - banda stop! Szczeniaki
usłyszawszy głos matki, stanęły dęba na tylnych łapach, po
czym siadły równo
w jednym rzędzie, czekając na kolejną komendę matki .
Widać,
że wilczyca jest zmęczona daleką podróżą
i marzy tylko o odpoczynku w ciszy, co jest nie lada wyzwaniem przy
takiej ilości potomstwa. Oceniła wzrokiem małe kogucie ciałko i wiedząc, że jest zbyt małe aby potomstwo mogło się posilić, nakazała odwrót w stronę głębi lasu. Zdumiony Kogucik pomyślał, że faktycznie musi wyglądać bardzo groźnie skoro nawet wielka wilczyca zobaczywszy go zrezygnowała z ataku.
Wędrował
tak już kilka dni. Coraz bardziej wycieńczony. Już zaczęły go
nachodzić myśli o powrocie, aż tu nagle las się zakończył. Na
skraju zobaczył pięknie mieniącą się taflę wody...
-
Czyżby to było owo morze o którym
opowiadał Marian? Oczy ze zdumienia o mały włos nie wypadły mu z oczodołów. Nietuzinkowy widok
dodał energii wyczerpanemu ciału. Widział, że to nie pora na złe
myśli. Jest bliski celu i nie może się poddać. To nie w jego
stylu. Ruszył! Ahoj przygodo!
